Ćwiczenie jest złem przeznaczonym dla tych, którzy nie są doskonali ;)cz.1
Powiedział kiedyś król Julian (tak, ten lemur z Madagaskaru). Cytaty Juliana rzadko nadają się na temat artykułu, ale ten skojarzył mi się z różnymi rozważaniami na temat perfekcjonizmu. Dobry on czy zły? Potępiać czy pielęgnować? Jak się z niego wyleczyć? Chyba już wszystko napisano na ten temat. Po co zatem czytać kolejny post?
Rozmyślania o dążeniu do doskonałości dopadły mnie znowu po obejrzeniu musicalu „The Lion King” na londyńskim West Endzie. Przedstawienie było po prostu porażające. Kiedy orkiestra grała pierwszy utwór (Circle of Life) przez scenę przetoczyły się stada dzikich zwierząt odtworzonych niezwykle wiernie przy pomocy charakteryzacji i rekwizytów. Żyrafy, choć boskie, jeszcze mnie nie powaliły, ale kiedy pośród zwierzaków wyłażących z każdego zakątka teatru na scenę wparadował słoń prawdziwych rozmiarów ze słoniątkiem podążającym za nim to dosłownie mnie wmurowało i zachwyciło jednocześnie. Na scenie działo się mnóstwo rzeczy. Słoń zgrabnie zaparkował po prawej stronie, a nad głowami publiczności latały ptaki. Ale to był dopiero wzruszający początek. Do ostatniej minuty mieli całą moją uwagę. Sprawiły to wspaniałe kostiumy, wyjątkowa scenografia, muzyka i przede wszystkim wybitne głosy i gra aktorów.
Jeśli perfekcja jest złem to ja poproszę więcej 😉
To już kolejny raz, kiedy po wyjściu z teatru zazdroszczę Anglikom West Endu i tej nieskończonej rzeszy najlepszych artystów, z których reżyser może sobie radośnie wybrać absolutnie wybitnych. Przecież na West End chce występować każdy. No chyba, że już gra na Broadway’u 😉 Dzięki temu te produkcje mają absolutnie genialną jakość. Tu nie ma kompromisów. Ma być wyjątkowo, pięknie, elektryzująco i wszyscy mają wyjść oczarowani.
Ale czy tyko o wybór chodzi? Czy to statystyka rządzi i musimy mieć bardzo dużą grupę ludzi, aby wyłowić największe talenty? Oczywiście statystyka pomaga. Im większa masa przerzuconych skał, tym większa szansa na wyjątkowy diament. Tylko, że nikt z nas się wybitny nie rodzi. Albo wszyscy rodzimy się tak samo wybitni i tylko kwestia tego, co z tym później zrobimy? Przecież ponoć wystarczy ćwiczyć 10.000 godzin i będziemy mistrzami w danej dziedzinie. Ale czy zawsze? Chyba jednak nie.
Tylko, że nikt z nas się wybitnym nie rodzi.
Kiedy pracuję z ludźmi nad rozwojem ich kompetencji, temat perfekcjonizmu przewija się często. Bo też jest to częste zjawisko obudowane dodatkowo mikrozarządzaniem, brakiem umiejętności delegowania, wysokim „współczynnikiem Zosi-Samosi”, kiepskim zarządzaniem czasem, poczuciem niezastąpienia i innymi zachowaniami oraz postawami uznawanymi powszechnie za szkodliwe. Zwykle wskazuję minusy i proponuję naukę odpuszczania – głównie sobie, aby trochę ich odblokować i dać im więcej przyjemności z pracy i życia.
Żyjemy w czasach, w których nie zachęca się nas do cierpliwego, konsekwentnego działania.
Widuję też drugi biegun. Mam tu na myśli przyzwolenie na bylejakość i lenistwo intelektualne. Żyjemy w czasach, w których nie zachęca się nas do długiego, cierpliwego, konsekwentnego działania. Nie musimy zbierać pieniędzy na wymarzoną rzecz, bo możemy wziąć kredyt. Nie musimy uczyć się trudnych umiejętności, bo załatwi to za nas jakaś aplikacja lub urządzenie. Nie musimy czytać, bo są filmy. Nie musimy umieć wybitnie liczyć, bo są komputery. Nie musimy myśleć, bo świat ktoś dla nas poukłada…
czytaj dalej – część druga

