Ćwiczenie jest złem przeznaczonym dla tych, którzy nie są doskonali ;)cz.2

I nagle spacerując nocą po Londynie zdałam sobie sprawę, że może nie tędy droga? Może zamiast go zatrzymywać, należy ten pęd do doskonałości inaczej skanalizować? A u niektórych ludzi nawet mocno rozwinąć? Może odczarować pojęcie perfekcjonizmu i nadać 

Jak zwykle poszukałam też w głowie lotniczych przykładów. Pilot to taki sam zawód jak inne. Są piloci wybitni i są po prostu kiepscy. Mówi się, że los jest myśliwym i sam weryfikuje poziom kompetencji. Ci pierwsi zwykle żyją dłużej. Oczywiście jest też grupa pilotów przeciętnych. Bo w sumie nie musimy być wybitni, aby bezpiecznie latać i wozić ludzi. Niemniej jednak od pilotów oczekuje się znacznie więcej i widać to choćby podczas szkolenia. To gdzie jest ta zdrowa granica między dążeniem do pożądanej perfekcji a szkodliwym perfekcjonizmem?

Przychodzą mi do głowy następujące rzeczy z praktyki lotniczej, które pomogą określić granice zdrowego poziomu doskonałości:

Powtarzalność – jest taka zasada podczas szkolenia, że jeśli uczeń-pilot powtarza te same błędy i wie, że je popełnia, to jest nieźle, bo można nad nimi popracować. Kiedy zaś co chwila popełnia inny błąd i nie ma pojęcia czemu, to zwykle znaczy, że zupełnie nie kontroluje sytuacji. Jeśli potrafisz ocenić co robisz źle i to poprawić – popraw, poćwicz i zajmij się innymi sprawami. Jeśli nie potrafisz tego ocenić – poproś o informację zwrotną kogoś, kto to potrafi. Nie walcz sam na oślep.

Do którego momentu warto poprawiać? Do takiego, w którym Twoje działanie jest prawidłowe, efektywne i bezpieczne, a ty dobrze wiesz z jakiego powodu takie jest. 

Pokora – chyba nigdy nie słyszałam, aby pilot określił siebie mianem wybitnego. I nie jest to fałszywa skromność tylko świadomość, że po pierwsze zawsze są lepsi, od których warto się uczyć, a po drugie nigdy nie wiemy co nas jutro w trasie spotka. Pokora w dążeniu do doskonałości ma o tyle kluczowe znaczenie, że pozwala nam dostrzegać osoby i źródła, z których możemy i chcemy czerpać. Jej brak sprawia, że marnujemy potencjał reszty świata 

Akceptacja niedoskonałości – to strasznie trudne dla rasowych perfekcjonistów. Potrafimy w nieskończoność rozpatrywać najdrobniejsze potknięcia. U mnie ten wątek raz na zawsze zakończył jeden z moich egzaminatorów. Przez egzaminem „trasowym” zrobił mi briefing, podczas którego jakby mimochodem powiedział, że oczywiście on będzie czynił uwagi na temat mojego lotu, ale radzi mi, aby po prostu poprawić skrytykowany element i natychmiast przestać o nim myśleć, bo będzie mi to zaburzało dalszy lot i raczej utrudni zdanie egzaminu. Wydało mi się to trochę dziwne, ale uprzejmie wysłuchałam i wzięłam sobie do serca. Dostałam od niego następnie trzy celne „strzały” jeszcze zanim dobrze puściliśmy krąg na Babicach. Nie powiem, że mnie to nie ruszyło, ale zastosowałam się bardzo dokładnie do jego rady. Oczywiście zdałam, choć nigdy nie zapomnę tego lotu. Wiedziałam, że akurat ten egzaminator jest bardzo wymagający, stres był wielki, ale dzięki jego genialnej wskazówce dałam radę. Co więcej wdrożyłam ją też w życiu. Zero rozpamiętywania.

Ćwiczenie – nie ma zmiłuj. Aby osiągnąć biegłość w jakiejkolwiek dziedzinie po prostu musisz ćwiczyć. Inaczej się nie da. Droga na skróty to mit. Nie dość, że musisz ćwiczyć to jeszcze powinieneś być przygotowany na porażki. To też element edukacji.

Potrafisz się podnieść, otrzepać i spróbować po raz kolejny? Jeśli tak, jesteś na dobrej drodze. Jeśli nie, zastanów się, czy naprawdę chcesz się tego nauczyć.

Pamiętam naukę lądowań, podczas której serdecznie znienawidziłam krąg nad Babicami i mojego instruktora, który wymagał lądowania idealnego i to pięć razy pod rząd (powtarzalność), więc trenowałam w nieskończoność, bo naprawdę nie jest łatwo na tym etapie zrobić pięć idealnych lądowań jedno po drugim. To uczucie trwało we mnie aż do tego dnia, kiedy musiałam wsiąść do samolotu zupełnie sama jeszcze podczas szkolenia i wykonać dwa kręgi. Po wylądowaniu drugi raz i zakończeniu ćwiczenia byłam bezgranicznie wdzięczna Maćkowi za to, że tak mnie „tresował”. Efektem było opanowanie umiejętności do takiego stopnia, że poziom stresu bardzo zmalał, a poziom poprawności wykonywanego ćwiczenia drastycznie wzrósł. A potem nastąpiła zmiana samolotu i instruktora. Łukasz dla odmiany oświadczył, że mam natychmiast zaprzestać tej „idealności” na kręgu, bo się tak na tym skupiam, że byle drobiazg w stylu nietypowego zachowania innego samolotu potrafi mnie totalnie rozjechać i nie wiem co robić. A ze takich sytuacji na naszym lotnisku jest mnóstwo, bo ruch zwykle wielki, to przecież absurdem jest latać wg jednego przepisu. Trzeba umieć reagować na zmienne. I bądź tu mądry! Okazało się, że to tez bardzo cenna umiejętność  nie raz i nie dwa uratowała mi skórę, bo po innych pilotach można się spodziewać dosłownie wszystkiego.  Czyli ćwicz, dąż do doskonałości, ale nie przesadzaj 😉

Samoświadomość – aby być pilotem potrzebujesz zdrowej samooceny. Oznacza to, że nie powinno się ani przeceniać, ani nie doceniać siebie samego. Łatwo powiedzieć 😉 Bierz informację zwrotną od ludzi, którym ufasz i którzy są dla ciebie autorytetami i sprawdzaj za pomocą obiektywnych metod swój poziom wiedzy lub umiejętności. Samodzielnie bardzo łatwo popełnić błąd. 

Spełnianie oczekiwań innych ludzi – rozsądny pilot zawsze odmówi startu albo lądowania, jeśli warunki są niesprzyjające, choćby nad głową stał mu nie wiadomo kto. Dowodzi statkiem powietrznym i odpowiada za bezpieczeństwo wszystkich podczas całego lotu. Nawet przez chwilę nie będzie się zastanawiał co ktoś inny o tym pomyśli. To jego decyzja i on ją musi wykonać. W życiu jest tak samo. Ono jest tylko nasze. Od nas zależy, jak się potoczy. Naprawdę nie warto spełniać cudzych oczekiwań swoim kosztem 😉

A potem zaczęłam pracować w branży medycznej. Konkretnie tworzyć programy szkoleniowe dla użytkowników sprzętu medycznego: ratowników medycznych, lekarzy i pielęgniarek. Okazało się to być działanie na zupełnie innym poziomie trudności. Środowisko sproceduralizowane, ale dopuszczające jednak do głosu „kompleks boga” na tyle często, że ryzyko błędu i paradoksalnie brak poczucia, że konieczna jest dodatkowa edukacja wzrastają drastycznie. Jednocześnie ogromna odpowiedzialność, stres i bardzo ciężkie warunki pracy oraz brak czasu na naukę. I żeby było jasne. Bardzo szanuję ludzi wykonujących zawody medyczne. Trzeba mieć wyjątkowe predyspozycje, wiele lat zdobywać wiedzę i znosić mnóstwo niezależnych czynników. Wiem też, że system edukacji nie ułatwia im zadania.

Dlatego znalezienie sposobu na skuteczne, precyzyjne i przede wszystkim zachęcające do nauki programy jest takim wyzwaniem. Idealnym dla perfekcjonistki o duszy belfra 😉

by Luci